W szkole bez telefonu
Ponad połowa szkół w Polsce wprowadziła zakaz używania telefonów komórkowych na swoim terenie i podczas zajęć. Posłowie chcą zakaz ten usankcjonować poprzez przepisy ustawowe, ale eksperci mają wątpliwości, czy to słuszna droga. Zwracają uwagę na dużo szerszy problem związany z higieną cyfrową dzieci i młodzieży i konieczność przede wszystkim edukacji w tym obszarze. Także rodziców. Brakuje też mechanizmów, które pomagałyby nauczycielom taki zakaz egzekwować.
Ztegorocznego raportu „Edukacja cyfrowa” Fundacji GrowSPACE wynika, że blisko 52 proc. szkół w Polsce wprowadziło zakaz korzystania z telefonów komórkowych na swoim terenie i w czasie zajęć. Blisko 90 proc. szkół reguluje zaś w swoich statutach kwestie korzystania z telefonów komórkowych.
– W szkole moich synów jest zakaz używania telefonów, ale wydaje się, że teoretyczny i nie jest mocno przestrzegany. Sami nauczyciele proszą uczniów o wyjęcie telefonów na lekcji, żeby rozwiązać jakiś test czy quiz i uczniowie te telefony mają. Niekiedy praca w grupach polega także na konieczności użycia komórki. Problem robi się wtedy, gdy telefonu ktoś w ogóle jeszcze nie ma, jak np. moje dzieci, co jest naszym zamierzonym działaniem – mówi matka 13- i 11-latka z jednej z warszawskich szkół.
Zgodnie z ustawą Prawo oświatowe szkoły określają w statucie obowiązki ucznia, m.in. w zakresie przestrzegania warunków wnoszenia i korzystania z telefonów komórkowych i innych urządzeń elektronicznych na terenie szkoły. Statut powinien też regulować kwestie praw ucznia i tryb składania skarg w przypadku ich naruszenia, a także skutki nieprzestrzegania przez uczniów postanowień statutu.
– Przepisy prawa oświatowego pozostawiły szkołom swobodę w określaniu warunków korzystania z telefonów komórkowych i innych urządzeń elektronicznych podczas pobytu uczniów w szkole, gdyż sprawy te powinny być uregulowane w zależności od typu i rodzaju szkoły czy wieku uczniów. Statut szkoły nie może być sprzeczny z prawami zawartymi w przepisach powszechnie obowiązujących, w tym w Konwencji o prawach dziecka – mówi Katarzyna Lubnauer, wiceminister Edukacji Narodowej w odpowiedzi na interpelację poselską (nr 8942). Równocześnie zapowiada, że Minister Edukacji zamierza doprecyzować w ustawie zakres możliwych działań szkoły w określaniu warunków korzystania z telefonów komórkowych i innych urządzeń elektronicznych, zgodnie z ich potrzebami, poprzez dodanie przepisu, który wprost pozwoli na wprowadzanie zakazu ich używania na terenie szkoły i placówki.
Tymczasem w Sejmie jest już poselski projekt ustawy o zmianie ustawy – Prawo oświatowe (druk nr 1526), który zakazuje uczniom szkół podstawowych korzystania z telefonów komórkowych i innych urządzeń elektronicznych na terenie szkoły i daje możliwość wprowadzenia go także w szkołach ponadpodstawowych i placówkach. Projekt przewiduje możliwość wprowadzenia, w uzasadnionych przypadkach, wyjątków od tego zakazu. Wnioskodawca podkreśla, że celem projektowanych zmian jest ograniczenie negatywnych konsekwencji używania telefonów przez uczniów.
Co zamiast zakazu?
Wielu ekspertów ma jednak wątpliwości, czy zakaz jest skutecznym narzędziem, aby osiągnąć ten cel.
– Niestety, choć era cyfrowa rozwija się w Polsce od co najmniej 20 lat, wciąż jedynym rozwiązaniem, nad jakim debatujemy, jest zakaz korzystania z telefonów w szkole lub ograniczenie młodzieży dostępu do mediów społecznościowych – mówi Dominik Kuc z Fundacji GrowSPACE.
Wojciech Szumiło, dyrektor operacyjny Fundacji GrowSPACE i koordynator badania ws. edukacji cyfrowej zaznacza, że kadra pedagogiczna jest przytłoczona i tak już nadmiernymi obciążeniami wynikającymi z wadliwie skonstruowanego systemu edukacji i podkreśla:
– Pomimo tego, kładziemy na ich barkach kolejne kolosalne wyzwanie, jakim jest reagowanie na stale mnożące się zagrożenia cyfrowe. Dlatego uważamy, że za zabezpieczenie interesu polskiej młodzieży w pierwszej kolejności odpowiedzialny jest ustawodawca.
Jak wynika z raportu Fundacji, prawie 93 proc. szkół w ciągu ostatniego roku prowadziło działania związane z edukacją cyfrową skierowane do młodzieży.
Izabela Leśniewska, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty podkreśla, że zakaz zawsze automatycznie stwarza opór. Choć w jej szkole podstawowej dzieci go przestrzegają, z wyjątkiem pojedynczych sytuacji.
– Zakaz nie zawsze wychodzi na dobre i zawsze są sytuacje wyjątkowe, jak chociażby wymagania dzieci ze szczególnymi potrzebami edukacyjnymi, którym urządzenia pomagają funkcjonować. Mnie do wprowadzenia ustawowego zakazu używania telefonu w szkole przekonałyby jedynie badania naukowe, które potwierdziłyby skuteczność tego rozwiązania. Jeśli za ustawą wprowadzającą zakaz nie pójdą rozmowy, kampanie społeczne wyjaśniające, czemu ten zakaz służy, nie przyniesie to oczekiwanych efektów – mówi.
W jej przekonaniu trzeba dbać o higienę cyfrową, rozpoczynając od mentalności i edukacji, także w domu uczniów, którzy tam właśnie spędzają mnóstwo czasu nad urządzeniami elektronicznymi, o czym sami mówią.
– Możemy od uczniów dowiedzieć się bardzo wiele o relacjach w domu. Zawsze przekonujemy rodziców, że dziecko nie musi mieć telefonu w szkole, bo zawsze i w każdej sytuacji zostanie zabezpieczone, jeśli będzie potrzebowało kontaktu z opiekunem. Jednak to nie sprawia, że dzieci nie przynoszą telefonów do szkoły – podkreśla Izabela Leśniewska. Dodaje, że chciałaby zapytać pomysłodawców ustawowego zakazu, na czym opierają swój zamysł, jaki pilotaż i w ilu szkołach był przeprowadzony przy akceptacji społeczności szkolnej, i jaki to miało wpływ na młodzież.
Sieci Organizacji Społecznych dla Edukacji (SOS dla Edukacji) w raporcie opublikowanym w tym roku „Telefony komórkowe w szkole. Jak jest, jak chcemy by było?” zadaje pytanie, czy regulacje, które mają ograniczyć używanie telefonu w czasie pobytu ucznia w szkole mają realny wpływ na zachowania dzieci i młodzieży. Najbardziej optymistyczni, co do przestrzegania zasad, są ich rodzice – 71 proc. z nich uważa, że uczniowie stosują się do ustalonych w szkole reguł korzystania z elektroniki. Wydaje się, że szkolne realia najlepiej znają nauczyciele (wśród których 44 proc. uważa, że młodzi ludzie nie przestrzegają szkolnych zasad) oraz oczywiście sami uczniowie (twierdzi tak aż połowa z nich) – podano w raporcie. Ponad jedna trzecia uczniów uważa, że pedagodzy nie stosują się do szkolnych regulacji dotyczących telefonów. Tego samego zdania jest 18 proc. rodziców i 14 proc. samych nauczycieli. Z raportu wynika, że 70 proc. badanych uczniów i uczennic regularnie korzysta z telefonu w szkole, w tym 20 proc. robi to bardzo często – na każdej lub większości lekcji i przerw, a 50 proc. często – na niektórych lekcjach/przerwach. Mniej więcej co czwarty uczeń deklaruje, że telefonu używa rzadko, w wyjątkowych sytuacjach.
SOS dla Edukacji wskazuje, że najbardziej skuteczne i trwałe rozwiązania powstają przy udziale wszystkich zainteresowanych i z uwzględnieniem lokalnego kontekstu. Organizacja zaznacza, że istotne jest także, aby nie demonizować technologii, ale szukać równowagi: wskazywać jak wykorzystywać potencjał urządzeń w konstruktywny sposób, a jednocześnie ograniczać ich negatywny wpływ na nasze życie. Dopiero wtedy będziemy mogli mówić o realnej zmianie, która przyniesie korzyści zarówno osobom uczącym się, jak i całemu społeczeństwu.
Co na to młodzież?
Monika Horna-Cieślak, rzeczniczka praw dziecka (RPD) wraz z Radą Dzieci i Młodzieży przy RPD jest zdania, że odgórne zakazy nie uczą odpowiedzialności i często prowadzą do prób ich obchodzenia.
– Zamiast regulacji zakazujących, społeczność szkolna potrzebuje wsparcia w przygotowaniu wytycznych oraz przykładów dobrych praktyk dotyczących zasad korzystania z telefonów w szkołach. Projekt nie wspomina również o uczennicach i uczniach ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, którym smartfony pomagają w codziennym funkcjonowaniu na terenie szkoły. Dla wielu z nich urządzenia ekranowe są ważnym narzędziem wspierającym funkcjonowanie, np. poprzez aplikacje zdrowotne, ułatwiające czytanie, komunikację alternatywną lub umożliwiające organizację dnia. Tym samym wprowadzenie zakazu bez uwzględnienia tych potrzeb może prowadzić do dyskryminacji i utrudniać tym osobom pełne uczestnictwo w życiu szkolnym – pisze RPD w uwagach zgłoszonych do poselskiego projektu wprowadzającego zakaz używania telefonów w podstawówkach.
Ważny jest także głos samej młodzieży. Z ogólnopolskich konsultacji przeprowadzonych przez Radę Dzieci i Młodzieży przy RPD w 2023 roku wynika, że 77 proc. uczniów uważa, że korzystanie z telefonów podczas lekcji powinno być ograniczone, a 41 proc. odpowiedziało, że może być dozwolone wyłącznie w celach edukacyjnych. Młodzież rekomendowała wtedy m.in. wprowadzenie do szkół interaktywnych metod nauczania, upowszechnianie edukacyjnych portali czy wprowadzenie programów profilaktycznych o bezpiecznym korzystaniu z internetu, konsekwencjach hejtu i nadużywania telefonów.
Brak mechanizmów egzekwowania zakazu
Dorota Bąbiak-Kowalska, radca prawny i dyrektor zarządzający z Unii Metropolii Polskich, odnosząc się do propozycji ustawowego zakazu korzystania z telefonów w szkołach, zauważa, że to jedynie formalne potwierdzenie praktyk już działających w szkołach. Według niej kluczowy problem polega na braku mechanizmów egzekwowania tych zakazów. Nauczyciele, nawet w sytuacji zakłócania lekcji przez ucznia korzystającego z urządzenia, nie posiadają uprawnień do jego zarekwirowania.
– Całkowity brak określenia mechanizmów egzekwowania wprowadzanego zakazu oraz sankcji za jego naruszenie sprawia, że mimo ustanowienia ustawowego charakteru przepisu, szkoły pozostają bez skutecznych narzędzi prawnych umożliwiających jego praktyczne wyegzekwowanie. Powyższe może prowadzić do różnych praktyk, co w konsekwencji doprowadzi do nierównego traktowania uczniów w zależności od interpretacji przyjętej przez poszczególne szkoły – podkreśla mec. Bąbiak-Kowalska.
Z raportu SOS dla Edukacji również wynika, że wielu nauczycieli wyraża frustrację z powodu braku możliwości egzekwowania zasad i apeluje o odgórne uregulowania prawne. Raport wskazuje, że większość rodziców (63 proc.) i nauczycieli (62 proc.) za najlepsze rozwiązanie uważa generalny zakaz używania telefonów na terenie szkoły. Ta opcja ma jednak niewielkie poparcie wśród uczniów – za słuszną uznaje ją jedynie 8 proc. z nich. Młodzież chciałaby raczej obowiązywania zakazu podczas lekcji, z zachowaniem swobodnej możliwości korzystania ze swoich urządzeń w czasie przerw (54 proc.), co zbliżone jest do stanowiska Rady Dzieci i Młodzieży przy RPD. To rozwiązanie popiera także co piąty rodzic i nauczyciel, jak podaje raport.
Także w opinii Jana Pieniążka, eksperta ds. prawnych Fundacji GrowSPACE obecne przepisy prawne uniemożliwiają tworzenie bezpiecznych przestrzeni w sieci, skuteczne zwalczanie mowy nienawiści, dezinformacji, oszustw internetowych czy innych form cyberprzemocy.
– Idąc dalej, nie posiadamy także skutecznych instrumentów, które umożliwiłyby respektowanie zmian ustawowych dążących do ochrony użytkowników platform cyfrowych przed zagrożeniami. W obecnej sytuacji organy prowadzące szkoły, dyrektorki i dyrektorzy oraz kadra pedagogiczna w obszarze edukacji cyfrowej mogą liczyć jedynie na programy oferowane przez nieliczne organizacje pozarządowe, specjalizujące się w obszarze bezpieczeństwa cyfrowego i mediów społecznościowych – zauważa ekspert.
A tych powstaje coraz więcej, bo problem wydaje się być coraz bardziej palący.
Higiena cyfrowa najważniejsza od małego
Dostrzegają go Agnieszka Juraszek i Renata Luścińska, współzałożycielki konstytuującej się właśnie Fundacji CYFROWY RESET, które ukończyły pierwsze w Polsce studia podyplomowe z higieny cyfrowej na Uczelni Korczaka.
– Trudniej jest leczyć niż zapobiegać, dlatego tak mocno wierzymy w profilaktykę i edukację. Naszym głównym celem jest przede wszystkim edukacja rodziców. Im wcześniej wprowadzimy zasady higieny cyfrowej w rodzinie, żłobku czy przedszkolu, tym łatwiej będzie wychować świadomego cyfrowo młodego człowieka – mówią.
Wskazują na badania „Brzdąc w sieci”, z których wynika, że średni wiek inicjacji używania urządzeń mobilnych to 2 lata i 2 miesiące. A im starsze dzieci, tym więcej z nich korzysta z urządzeń mobilnych. W grupie 4-6 lat to aż 75 proc.
– Niestety taki wczesny kontakt z ekranami może powodować, że dzieci później zaczynają mówić, mają problemy ze skupieniem uwagi, koncentracją i nadmiernym pobudzeniem. Często rodzice nie zdają sobie sprawy, że pozostawienie dziecka z telefonem czy tabletem może narazić je na niebezpieczne kontakty. Jesteśmy przekonane, że kluczowe jest zwrócenie uwagi na problem wszechobecnych telefonów w życiu już najmłodszych dzieci. Dlatego nasze działania kierujemy głównie do placówek wychowawczych i bezpośrednio do rodziców – mówi Renata Luścińska.
Jak dodaje Agnieszka Juraszek, sam zakaz używania telefonu w szkole bez dodatkowych działań edukacyjnych, rozmów, warsztatów może nie przynieść oczekiwanych efektów.
– Musimy też zdawać sobie sprawę, że problem tkwi w smartfonach, czyli telefonach z dostępem do internetu. Wielu rodziców potrzebuje pozostać w kontakcie z dzieckiem dojeżdżającym samodzielnie do szkoły, a do takiego kontaktu mógłby wystarczyć prosty telefon np. dumbphone. I tu wchodzimy w temat zbyt wczesnego dawania dzieciom telefonów z dostępem do internetu. Kolejna rzecz to algorytmy i nieetyczne działania BigTechów, które już od najmłodszych lat uzależniają dzieci od swoich produktów. Dlatego temat jest niezwykle wielowątkowy i nie rozwiąże go jedno działanie, pt. „Zakaz używania telefonów w szkołach” – konkluduje Agnieszka Juraszek. Kluczowa jest zatem systemowa edukacja z zakresu higieny cyfrowej dzieci, rodziców i wychowawców.
Artykuł powstał dla czasopisma Remedium w ramach umowy z KCPU: Nr umowy. 187/5/KD/B/2.1.1/DPIEP/2025; zadanie nr 5/B/DPIEP
AUTOR: Beata Dązbłaż – jest dziennikarką zajmującą się głównie tematyką zdrowia i polityki społecznej, szczególnie dotyczącej osób z niepełnosprawnościami. Związana m.in. z organizacjami pozarządowymi, które działają w tym obszarze. Autorka, współautorka i redaktorka kilku publikacji poświęconych tematyce niepełnosprawności.